Witaj Gościu! jeżeli widzisz ten dymek to znaczy że nie jesteś zarejestrowany/zalogowany. Kliknij by się zarejestrować. Rejestracja zajmie mniej niż 30 sekund, a dzięki niej zyskasz możliwość pobierania, komentowania oraz dodawania torrentów !



User:      Hasło:     

MENU


Kategorie


FACEBOOK


PROGRAMY


WspółPraca
Poradnik
KAN


Torrent: KOBONG - KOBONG (1995/2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Dodał:  Fallen_Angel
Data: 07-10-2018
Rozmiar: 821.55 MB
Seed: 0
Peer: 0
Kondycja:
Zaloguj się aby pobrać


Kategoria:  Muzyka Polska

Zaakceptował: Nie wymagał akceptacji
Liczba pobrań: 9
Liczba komentarzy: 0
Ostatnia aktualizacja: 2018-10-07 09:29:01

OPIS:

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...




Kobong to jeden z tych zespołów, który wyprzedził swoje czasy, którego muzyka znalazła zrozumienie dopiero po latach. Był rok 1995 kiedy to Bogdan Kondracki, Maciej Miechowicz, Robert Sadowski oraz Wojciech Szymański połączyli swoje siły i nagrali album zawierający aż 13 kawałków, przynoszacy muzykę, której nie sposób porównać do czegokolwiek innego.
To co się kryje po nazwą Kobong to śmiało można nazwać podwaliną pod współczesny math metal. Ciężkie, miażdżące gitary, utrzymane w dość dziwacznym metrum przypominają trochę te, jakie zdobić będą "Destroy Erase Improve" Meshuggah z tego samego roku. Nie można zapominać bardzo gęstej, bardzo jazzującej pracy sekcji - tutaj szczególne słowa pochwały należą się Wojtkowi Szymańskiemu, który swoimi partiami deklasuje rynkową konkurencję.

Kobong w swojej twórczosci połączył matematyczną kalkulację Meshuggah, awangardę Mr. Burngle, oraz postawienie sekcji rytmicznej na piedestale tak jak to jest w Primus - te wszystkie elementy odnajdziemy na debiutanckim krążku tej formacji. Płyta stanowi monoliti szczerze mówiąc dość ciężko wyróżnić którąś z kompozycji. To też jest źródłem tego co mi się na tym albumie nie podoba.

Na tym albumie dzieje się bardzo - dzieje się tak dużo, że przy takim ciężarze muzyki trudno o jakiś punkt zaczepienie, coś co przykułoby uwagę na dłużej. Tym bardziej, że płyta jest monolitem, a poszczególne utwory, przynajmniej z pozoru oparte są na podobnym schemacie, to w pewnym momencie możemy mieć uczucie, że słuchamy wciąż tego samego. Sytuację pogłębia wokal pana Kondrackiego, który utalentowanym wokalistą nie jest i podobnie jak to jest w Primus - jego wokale stanowią tu marginalną rolę (i są również podobnej, marnej jakości).

Niewątpliwie "Kobong" jest płytą intrygującą, która będzie wymagała wielu odsłuchów, aby nie tylko ją polubić, ale i zrozumieć. Z drugiej strony, trzeba niebywałej cierpliwości, aby w połowie odsłuchu płyty nie nacisnąć "stop" - ta sztuka jeszcze mi się nie udała, choć podchodziłem do tego wydawnictwa wielokrotnie. Tego albumu trzeba koniecznie posłuchać, choćby z tego względu, że taka oryginalna i trudna muzyka została nagrana przez nasz rodzimy zespół. Podejrzewam jednak, że o wiele większe uznanie album ten zyska wśród osób grających na jakimś instrumencie (zwłaszcza sekcyjnym), gdyż  dla przeciętnego słuchacza, może to być ciężka przeprawa.

Harlequin





Rok 1995. Stacja MTV – wtedy jak najbardziej muzyczna. W ramach ciekawostki telewizja nadaje króciutki, parominutowy reportaż o polskim rynku muzycznym. Zaczyna się od sympatycznej rozmowy z zespołem Hey, który oprowadza brytyjskiego dziennikarza po Warszawie. Rozmawiają o ogromnym sukcesie komercyjnym zespołu (setki tysięcy sprzedanych płyt i kaset), następnie w sklepie z płytami opowiadają o innych polskich Artystach. Edyta Górniak została przez Marcina Żabiełowicza nazwana polską Madonną, a Kora najwybitniejszą rodzimą (i ulubioną Kasi Nosowskiej) wokalistką, co powoduje rozmowę z (świętej pamięci już) Artystką. Na sam koniec, przedstawiciel MTV, dla przeciwwagi zaprasza telewidzów do piwnicy, żeby choć przez parę sekund posłuchali polskiego undergroundu. Zgadnijcie jaki zespół mu towarzyszy. Brawo, chodzi o Kobong, który wtedy miał status najważniejszego chyba alternatywnego polskiego zespołu, mimo że mieli na koncie tylko jeden album.

Minęły 23 długie lata i o Kobongu znów jest głośno, tym razem za sprawą reedycji dwóch (bo więcej zespół po prostu nie nagrał) płyt. W odstępie miesięcznym Universal Polska, który przejął repertuar od firmy PolyGram Polska, który wydawał Kobong, wznowi zarówno debiut jak Chmury nie było. Tym pierwszym możemy się już cieszyć, do czego wszystkich zachęcam. Dlaczego zachęcam, to za chwilę zdradzę, natomiast na początku trochę historii.

Kobong został powołany do życia przez doświadczonego już wtedy gitarzystę Roberta Sadowskiego (grał m.in. w Madame, Deuter, Houk) a w jego skład weszli: drugi gitarzysta Maciej Miechowicz, perkusista Wojciech Szymański oraz wokalista i basista Bogdan Kondracki. Skupmy się chwilę na tym ostatnim, który przecież jest obecnie jednym z najważniejszych polskich muzyków, kompozytorów oraz producentów (pamiętam moje zdziwienie na początku ubiegłej dekady, kiedy ten kojarzony przeze mnie właśnie z ciężką muzyką Kondracki zaczął grać muzykę elektroniczną ze Smolikiem). Kobong z miejsca osiągnął sukces właśnie dlatego, że grał dobrze, ale przy tym oryginalnie i inaczej. Trudno tak naprawdę sklasyfikować ich gatunkowo – z jednej strony jest to muzyka metalowa ale z drugiej melodyjna, piosenkowa, funkująca.

Naprawdę ciężko mi to z czymkolwiek porównać (może w niektórych kawałkach brzmią jak niezwykle wtedy popularny RATM). Co ważne, materiał z debiutu brzmi ciągle bardzo świeżo i jest świetnie wyprodukowany (nie jest to dziwne, bo przecież zrobił to wtedy Leszek Kamiński, ówczesny najważniejszy producent studyjny). Zaś remasteringu dokonał Adam Toczko, więc brzmienie jest wręcz perfekcyjne. Myślę, że niejeden nabrałby się, gdybym powiedział mu, że to niedawno nagrany materiał. Przyznam, że debiutu nie znałem za dobrze (bardziej wspomniane Chmury nie było, której reedycji już nie mogę się doczekać) i bez przesady mogę stwierdzić, że jestem zachwycony. Dodatkowo Kondracki jest wybornym wokalistą, potrafiącym śpiewać, wydzierać, zmieniać się w przeciągu sekundy. Tradycyjnie wybiorę swój ulubiony numer i będzie to (na tą chwilę) funkujący Rege (tytuł, mogę domniemywać, może być nawiązaniem do początku utworu który faktycznie przypomina muzykę rodem z Jamajki).

To jeszcze nie wszystko – album jest wzbogacony o drugi album, który jest zapisem koncertu warszawskiego koncertu z  klubu Remont w 1994 roku (czyli przed wydaniem płyty). Powtórzę się Toczko znów wykonał wyśmienitą robotę, nie oszukujmy się, 24 lata temu jakość zapisów koncertowych pozostawiała wiele do życzenia, a tu to brzmi naprawdę poprawnie. Utwory, w porównaniu do wersji studyjnej również nierzadko się różnią, co jest na pewno rarytasem. W porównaniu do albumu studyjnego mamy też 3 nowe utwory (Mantra z mantrowym wokalem, szybka i groźna Chmura oraz Walec).

Dodatkowo Universal zadbał o bardzo atrakcyjną oprawę graficzną – digipack świetnie się prezentuje. Mimo, że to przecież archiwalny materiał, to będzie jedna z najlepszych płyt tego roku.

peka




CD 1 - Kobong
1. Dzwony   3:42
2. Drzewa   3:42
3. Rege  5:16
4. Prbda   4:34
5. Trzcinki   4:20
6. Dolina   4:48
7. Zanim   3:59
8. Ziam Dziam   3:18
9. Gnoza   0:42
10. Taka Tuka   4:27
11. Zbrodnie   5:12
12. Jeżeli Chcę   3:32
13. Po Pas   3:46


CD 2 - Koncert Remont 1994
1. Drzewa 3:46
2. Prbda 6:19
3. Rege 5:46
4. Dzwony 3:42
5. Nawet Jeśli 4:56
6. Jeżeli Chcę 3:54
7. Mantra 3:53
8. Ziam Dziam 3:24
9. Dolina 5:13
10. Chmura 4:25
11. Walec 4:11
12. Po Pas 3:57
13. Taka Tuka 4:45





Bass, Vocals – Bogdan Kondracki
Drums – Wojtek Szymański
Guitar – Maciek Miechowicz, Robert Sadowski




http://www.youtube.com/watch?v=hRfj1rn_Y54


POZWÓL POBRAĆ INNYM, NIE BĄDŹ ŚWINIĄ!!!



INITIAL SEEDING. SEED 14:30-23:00.
POLECAM!!!

START JAK BĘDĄ CHĘTNI...

DETALE TORRENTA:[ ]
Podziękowania,
 


Podobne pliki
Nie znaleziono podobnych tytułów!


Komentarze