Witaj Gościu! jeżeli widzisz ten dymek to znaczy że nie jesteś zarejestrowany/zalogowany. Kliknij by się zarejestrować. Rejestracja zajmie mniej niż 30 sekund, a dzięki niej zyskasz możliwość pobierania, komentowania oraz dodawania torrentów !



User:      Hasło:     

MENU


Kategorie


FACEBOOK


PROGRAMY


WspółPraca
Poradnik
KAN


Torrent: MERKABAH - MILLION MILES (2017) [[email protected]] [FALLEN ANGEL]
Dodał:  Fallen_Angel
Data: 09-10-2018
Rozmiar: 148.22 MB
Seed: 0
Peer: 0
Kondycja:
Zaloguj się aby pobrać


Kategoria:  Muzyka Polska

Zaakceptował: Nie wymagał akceptacji
Liczba pobrań: 1
Liczba komentarzy: 0
Ostatnia aktualizacja: 2018-10-09 19:43:57

OPIS:

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...




Warszawska załoga wybrała sobie znakomity termin na premierę płyty – nikt nie przeoczy jej w zestawieniach rocznych, co stanowi dobre otwarcie na kolejnych dwanaście miesięcy. I byłoby to zwyczajnie złośliwe podsumowanie „Million Miles”, gdyby nie drobny, choć znaczący fakt – Merkabah dał nam do ręki swoje najlepsze, z pietyzmem dopracowane i rewelacyjnie brzmiące dzieło, które w dodatku kusi kilkoma nowymi, smakowitymi tropami.

Spiesząc z wyjaśnieniami – celowo opóźniałem wklepanie tego tekstu, zwlekałem z podzieleniem się opinią o najnowszym dziele Merkabah. Nie dlatego, że szło mi opornie, chciałem raczej dać tej płycie czas, zamiast z wywieszonym ozorem gonić na pozycję „Album Tygodnia”. Często doświadczenie pokazywało, że przyspieszenie recenzji jej nie służy, a po kilku przesłuchaniach więcej optyka się zmienia. Tak było z „Million Miles”. Ta płyta musiała osiąść w mojej głowie, wywalczyć dla siebie miejsce. Przede wszystkim dlatego, że zmagała się z oczekiwaniami i tym wkurwiającym kontekstem, stawiającym Merkabah – ad hoc – na piedestale współczesnej, polskiej alternatywy. A to wzbudzało opory i prowokowało kolejne pytania. Nie powiem, że osobista znajomość z zespołem pomagała, bo raczej unikam mieszania tych dwóch światów. Bo załoga to kolorowa, sympatyczna i ciekawa, także z towarzyskiego punktu widzenia; pisząc dobrze narażam się na zarzuty kolesiostwa itp., krytykując także będę posądzony o różne rzeczy, ale nic to, bo dzisiaj jestem z „Million Miles” pogodzony, wiem co mi się podoba, a co mniej, jednak minusy są tak małe, że nie przesłaniają plusów.

Zastanawiałem się też długo, czy wyróżniać poszczególne pieśni, jednak na dzień dzisiejszy kupuję płytę jako całość, kompletny, choć zróżnicowany materiał, który dostarcza wielu wrażeń i na pewno nie jest płytą na jedno przesłuchanie. Ba, myślę, że za parę miesięcy zupełnie inne elementy zwrócą moją uwagę. Zespół wykonał tytaniczną pracę, pakując na płytę całą masę brzmieniowych bakalii, momentami wydaje mi się, że jest tu wręcz za dużo wszystkiego, nie sposób okiełznać płyty za pierwszym razem i z tej pierwotnej konfrontacji w głowie pozostaje szum. Po dłuższym zastanowieniu – choć nadal pozostaję fanem tych spokojniejszych, ocierających się o jazz (rewelacyjne momentami harmonie) i awangardę fragmentów – uznaję, że grupie udało się – w stosunku do starszego dziecka – zrównoważyć hałas i techniczne łamańce z klimatem. Tego ostatniego jest tu pod dostatkiem, zaś najważniejszą cechą płyty jest to, że potrafi porwać w długi, wciągający trip, zniewala i hipnotyzuje. Warto zwrócić uwagę na aspekt melodyczny, bo pełno tu zagrywek wwiercających się w ucho, pełno świetnych rytmów i dysonansów, które są znakomicie wyważone, przez co nawet te najgęstsze aranże nie bolą. Wizjonerstwo pojawia się za to w momentach, kiedy w muzykę Merkabah wkracza przestrzeń, kiedy zaczynają bawić się w kolorowanie muzyki, rezygnując z potężnego pompowania. Te miejsca, kiedy Kuba porzuca zestaw perkusyjny na rzecz elektroniki i przeszkadzajek, kiedy wszystko zwalnia i rozmywa się w psychodelicznych kolorach, stają się magiczne. Z drugiej strony, nowa płyta warszawiaków zadowoli także tych co lubią łamańce, techno – noise’owe doładowania, jednak warto dodać, że dzięki studyjnej obróbce grupa ani na moment nie traci muzyczności. Wspomniałem, że nie chcę nikogo wyróżniać; trochę się jednak złamię, chyląc czoła przed Rafałem Wawszkiewiczem – saksofonista Merkabah wykonał na tej  płycie ROBOTĘ, nagrywając zapewne saxy swojego życia. A za temat zdobiący zamykającą płytę kompozycję „Ex-Imperial” ma dwie wódki i coś nielegalnego na ząb.

Na zakończenie dodam tylko, że – mimo wszystko – ta płyta wymaga czasu, który potrzebny jest na okiełznanie licznych wątków, pomysłów i brzmień, momentami wydaje mi się, że mogłoby być więcej powietrza kosztem hałasu, ale może tak działa moja psychika i aktualne preferencje muzyczne. W sumie, minimalizmu dostarczył w tym roku Lotto, zatem, niech bogactwo brzmieniowe pozostanie dla Merkabah. Gratulacje.

Arek Lerch





Jest kilka problemów repertuarowych stojących między saksofonem i muzyką rockową. Więc gdy mój syn, który uczy się grać na saksofonie, podchodzi do mnie, zwracając uwagę, że „fajna muza” to to rockowe i ciężkie, co właśnie leci, wiem już, że będzie miał chłopak problem. Bo rockowe i ciężkie słabo się rymuje z saksofonem. A nie puszczę mu przecież polskiej sceny alternatywnej z okresu jarocińskiego, bo ta miała tak słabych saksofonistów, że mnie dziecko wyśmieje. Bądźmy szczerzy: nawet mój ulubiony Nik Turner z Hawkwind był zawsze drugorzędnym saksofonistą. A ci pierwszorzędni grali czasem takie rzeczy, że wstyd samemu słuchać (ostatnio zajrzałem na listy bestsellerów z lat 90. i wspomniałem bestseller Sax & Sex), a co dopiero zaprezentować jako wzór dla dziesięciolatka. Tymczasem nowe Merkabah to jest właśnie odpowiedź na to pytanie, jak pożenić wynalazek Adolphe’a Saxa z tym ciężkim i fajnym.

Grupę Merkabah do tej pory traktowałem nieco po macoszemu (pomijając krótką wzmiankę na temat Molocha), bardziej chyba doceniając talent perkusisty Kuby Sokólskiego do tworzenia okładek – to zresztą nie pierwszy zdolny polski grafik-perkusista – niż siłę uderzeniową zespołu grającego inteligentny, instrumentalny prog-rock, chwilami prog-metal na podzespołach przejętych od całej fali zespołów czerpiących z King Crimson. Odniesienia do Hawkwindu też by się zresztą znalazły (na nowej płycie w mamy je w bardzo dynamicznym Ourang Medan, znakomitym zresztą pod względem saksofonowego rzemiosła). Ale na koncercie w warszawskim Pogłosie przed rokiem moją uwagę skupiał przede wszystkim grający na saksofonie Rafał Wawszkiewicz – choć w tamtych utworach zespół, trochę tak jak na Molochu, wydawał się jeszcze przełączać z trybu „metal” na tryb „jazz”. Raz jesteśmy źli i czarni, a zaraz potem wypuszczamy powietrze, wietrzymy przestrzeń z przesterów i gramy bardziej na jazzowo.

Otóż Million Miles kończy ten etap. Dwa aspekty grania udało się zagnieść jak plastelinę, lepiąc z nich utwory nie tyle mocniejsze, co mające bardziej zwartą strukturę i bardzo jednolity, dobrze kontrolowany charakter budowanej zespołowo narracji. Co na koncercie chwilami się minimalnie rozchodziło, tu zostało scalone. Czwórka warszawskich muzyków gra zdecydowanie bardziej razem, pomaga produkcja, trudno też o mocniejsze wejście niż dwa pierwsze utwory na trackliście: Solar Surfer i A Letter of Marque. Szczególnie ten drugi – intensywny, zwięzły i zarazem rozbudowany wewnętrznie – może robić za atrakcyjny trailer wydawnictwa. I zrobił na mnie wrażenie, którego brakowało mi przy słuchaniu Molocha. Brzmieniowo zorganizowany jest znakomicie. Skupione na dole swojego rejestru gitary (Gabriel Orłowski, na basie Aleksander Pawłowicz) pozostawiają miejsce dla partii altu, a wykonawca tych ostatnich znalazł formułę gdzieś pomiędzy gładkimi popisami solowymi a zarzynaniem instrumentu we freejazzowych szarżach. Jego partie są stylistycznie nienaganne, frazy długie, starannie artykułowane. A scala te wszystkie elementy większa chyba niż dotąd zawartość elektroniki i efektów.

Przyznam, że trochę mnie zaskoczyła ta wyśrubowana pozycja Merkabah na liście płyt roku 2014 roku serwisu The Quietus. Ale przyznam im rację, jeśli tym razem umieszczą Polaków jeszcze wyżej.

Bartek Chaciński






1. Solar Surfer   7:15
2. A Letter Of Marque   4:27
3. Zheng Zhilong   12:32
4. The Lion's Throat   7:31
5. Ourang Medan   9:19
6. Pitchblende   7:44
7. Glaucous Gardens   7:56
8. Ex-Imperial   7:40




http://www.youtube.com/watch?v=mcBzAjwvkRA



POZWÓL POBRAĆ INNYM, NIE BĄDŹ ŚWINIĄ!!!



INITIAL SEEDING. SEED 14:30-23:00.
POLECAM!!!

START WIECZOREM...

DETALE TORRENTA:[ ]
Podziękowania,
 


Podobne pliki
Nie znaleziono podobnych tytułów!


Komentarze